Polski nie oddamy. Władze NRD wobec wydarzeń w PRL 1980-1981
Filip Gańczak
Instytut Pamięci Narodowej

Gdyby to zależało od Ericha Honeckera, „Solidarność” zostałaby rozpędzona czołgami już w grudniu 1980 r. Według dokumentów, do których dotarł Filip Gańczak, armia NRD była gotowa do wzięcia udziału w „ćwiczeniach taktycznych” na terenie PRL wieczorem 7 grudnia. Plan zakładał przekroczenie granicy na przejściach Pomellen – Kołbaskowo i Mescherin – Gryfino, a następnie skierowanie się w stronę Gdyni. Operacja była dopięta w najdrobniejszych szczegółach. Kilka dni wcześniej – 4 i 5 grudnia – sześcioosobowa grupa wschodnioniemieckich oficerów uzgadniała z oficerami Ludowego Wojska Polskiego trasy przemarszu i miejsca koncentracji. O interwencji decydował jednak nie Berlin, lecz Kreml, który przyjął postawę wyczekującą.

Honecker uważał, że „polską kontrrewolucję” należy zdusić jak najszybciej. Obawiał się, że NRD zostanie wzięta w kleszcze. „Jak wiadomo, NRD znajduje się w centrum Europy – mamy przed sobą niemiecki imperializm i być może mielibyśmy kapitalistyczną Polskę za plecami” – mówił Breżniewowi w maju 1981 r. Filip Gańczak w książce „Polski nie oddamy. Władze NRD wobec wydarzeń w PRL 1980-1981” pokazuje, w jak skomplikowanej sieci zależności musieli poruszać się ówcześni polityczni decydenci.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej