Dwór w niewielkich Szynczycach pod Łodzią był najdalej na północ wysuniętym punktem wsi. W środę 11 sierpnia 1937 r. około siódmej rano żony i dzieci służby folwarcznej zbierały w jego pobliżu resztki kłosów po sprzątniętej pszenicy z dworskiego pola. Według reguł panujących w majątku biedota mogła je zbierać dopiero po pierwotnym zgrabieniu pozostałości dla dworu.

Na polu pojawił się również zarządca majątku Justyn Czernicki, pochodzący spod Warszawy 38-letni kawaler, który zaledwie od miesiąca pełnił służbę w Szynczycach.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej