W 2000 r. przez polskie miasta przetoczyła się fala plebiscytów na najważniejszą postać kończącego się stulecia. Dla warszawiaków był nią prezydent Stefan Starzyński, dla szczecinian prezydent Piotr Zaremba, a na Śląsku wojewodę Jerzego Ziętka wyprzedzał tylko Wojciech Korfanty. Na nich głosowaliby chyba także mieszkańcy spoza tych miast, bo tych lokalnych gospodarzy zna cała Polska. A na kogo postawiliby w przypadku Poznania? Może na Stuligrosza, Barańczaka, Mikołajczyka? Ale Ratajskiego, który plebiscyt wygrał bezdyskusyjnie, wskazałoby zapewne nieliczne grono Polaków spoza Wielkopolski.

Tymczasem legendarny prezydent jest postacią, z której poznaniacy są do dziś autentycznie dumni i do której świadomie się odwołują, jak np. kandydatka ruchów miejskich w najbliższych wyborach prezydenckich fotografująca się na tle jego pomnika. Źródłem tej dumy jest to, jak zmienił miasto, i co materialnego po sobie zostawił.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej