Grzegorz Motyka - historyk, politolog, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN

Jesienią 1944 r. narodowcy postanowili odłączyć się od AK i utworzyć własną organizację – Narodowe Zjednoczenie Wojskowe. Na początku 1945 r. na Rzeszowszczyźnie miało ono już rozbudowane struktury, w tym oddziały Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, najgłośniejsze spośród formacji NZW. Kierownictwo nakazało, by członkowie podziemia nieustannie kształcili się w duchu etyki katolickiej i narodowej, gdyż Obóz Narodowy zawsze był nie tylko szkołą myśli politycznej, ale też szkołą charakterów. NZW miało składać się z ludzi służących wielkiej idei i ideę tę wyznających w życiu prywatnym i publicznym.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Sejm uczcił Narodowe Siły Zbrojne. W uchwale znalazła się Brygada Świętokrzyska, która kolaborowała z III Rzeszą

Mit narodowców oddanych sprawie, przeciwstawiany często rzekomym „koniunkturalistom” z AK-WiN, do dziś jest żywy wśród osób zafascynowanych powojennym podziemiem. Ale, jak udowadnia książka, to jedynie mit. 26 czerwca 1945 r. członkowie NZW zarekwirowali w NBP w Przemyślu 11 mln zł. Byłby to powód do chluby – akcję przeprowadzono w stylu niczym z gangsterskich filmów – gdyby nie to, że organizacja na swe potrzeby uzyskała tylko… 2,5 mln. Reszta pieniędzy przepadła. Jak podsumowuje Surdej: z pewnością doszło (…) do defraudacji znacznej sumy (s. 289). W NZW dochodziło też do sytuacji w WiN niedopuszczalnych. Przykładowo po wykonaniu wyroku śmierci na agencie UB konspiratorzy pocięli sznur, na którym go powieszono, i rozdali sobie, by im służył jako amulet chroniący przed nieszczęściem (s. 304).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej