Gdy Wacław Kostek Biernacki zaczął się bić o Polskę podczas rewolucji 1905 r., miał lewie 21 lat. Należał do najdzielniejszych konspiratorów Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej. Brał udział w wielkiej demonstracji na placu Grzybowskim i ponoć widok niewinnie pomordowanych przez kozaków znieczulił go na ludzkie nieszczęście. Siedział w carskich kryminałach i uciekał z nich; najsłynniejsza to ucieczka z zamku w Lublinie; więźniowie przekradli się za mury kanałem ściekowym. Służył we francuskiej Legii Cudzoziemskiej i Legionach Piłsudskiego. Próbował sił w literaturze, wydając kilka książek i układając nieprzemijające słowa piosenki: Jedzie, jedzie na Kasztance/ szary jego strój/ Hej, hej, Komendancie/ Miły wodzu mój. Ale chyba nie miał parcia na karierę, bo omijały go awanse w II RP, choć Naczelnika znał osobiście od chłopięctwa (to Piłsudski wymyślił mu konspiracyjne pseudo „Kostek”).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej