Gdy w grudniu 1918 r. premier Jędrzej Moraczewski mianował Rżewskiego komisarzem rządowym Łodzi, miasto znajdowało się w katastrofalnej sytuacji. Przez cztery lata niemiecki okupant drenował lokalny przemysł z surowców i sprzętu, doprowadzając do głodu i bezrobocia. Wypędziły one z miasta ćwierć miliona ludzi: na roboty do Prus, do krewnych na wieś albo na wschód – w ślad za wycofującymi się Rosjanami. Pierwszej niepodległej jesieni łodzianie zaczęli wracać do domów. Przywitały ich inflacja, brak żywności i zamknięte fabryki. Komuniści nawoływali do rewolucji, a endecy do rozprawy z Żydami. Wówczas nikt nie spodziewał się, że targane licznymi problemami robotnicze miasto pierwsze zorganizuje powszechne szkolnictwo.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Rozruchy głodowe, uchodźcy i antysemityzm. Życie codzienne podczas pierwszej wojny światowej

Bóg jest wśród mas

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej