Nazywa się Vitezslav Klimeš. Jego nazwisko znalazłem w kronice miasta Jicina. (Notatka z 7 września 1968 r. o najbardziej przerażającym dniu w historii miasta).

50 lat temu mieszkał w kamienicy przy ulicy Markovej 119, blisko dzisiejszego motelu Rumcajs, na skrzyżowaniu dwóch najważniejszych dróg wyjazdowych z miasta – na Turnov i na Mladá Boleslav. To skrzyżowanie miejscowi nazywali Na Letné.

Ale dawno się stamtąd wyprowadził. Dziś mieszka we wsi D. między Jicinem a Novą Paką. Na końcu krętej drogi. Dom z ogrodem. Ma 72 lata i siwe włosy. Z zawodu – blacharz samochodowy, z wyglądu – zapaśnik. Nie odpowiada na polskie „dzień dobry”. Patrzy nieufnie. Bąka coś nieprzyjemnego pod nosem. I cały rozdygotany podchodzi do furtki, by wygarnąć: – Dostaję gęsiej skórki, jak słyszę ten wasz język. – I zaraz trzęsą mu się ręce i głos się łamie. – Zasrany skurwiel, gnój, trzema seriami bym go wykończył – syczy ze złości.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej