Tuż po wojnie prasę obiegły informacje o powstałym w USA „robocie-matematyku”, „elektronowej maszynie do liczenia” nazwanej ENIAC. Zbudowany na potrzeby armii kolos ważył 30 ton i mógł wykonać do 5 tys. dodawań na sekundę, a w ciągu pół minuty obliczał tor pocisku lecącego w powietrzu minutę (bez wsparcia maszyny człowiek rozwiązywałby to samo zadanie 20 godzin). Szybko dostrzeżono, że urządzenie o tak niesamowitych możliwościach może zrewolucjonizować nie tylko wojskowość, lecz także wiele dziedzin przemysłu, administracji i nauki. Dla przykładu podamy, że fizyk angielski Hartree niepotrzebnie spędził piętnaście lat nad wyliczeniem struktury atomu. Naprawdę szkoda było czasu. ENIAC dokonałby tego w dwa albo trzy dni – pisała prasa.

ENIAC rozpalał wyobraźnię matematyków i entuzjastów techniki także w podnoszącej się z wojennych zniszczeń Polsce. Leon Łukaszewicz, wówczas świeżo upieczony inżynier w Państwowym Instytucie Telekomunikacyjnym, wspominał, że był pod wielkim wrażeniem zarówno konstrukcji, jak i możliwości obliczeniowych tej maszyny. Wynikało z nich, że to, co ja liczę cały dzień, maszyna ta liczy w sekundy. W grudniu 1948 r. Łukaszewicz rzucił dotychczasową pracę i dołączył do grona pasjonatów zamierzających zbudować polskiego ENIAC-a.

Grupa aparatów

To ambitne przedsięwzięcie zainicjował prof. Kazimierz Kuratowski, dyrektor powołanego właśnie do życia Państwowego Instytutu Matematycznego. Zachęcany przez rektora Uniwersytetu Warszawskiego prof. Stefana Pieńkowskiego i ministra obrony narodowej marszałka Michała Rolę-Żymierskiego pojechał w 1948 r. do USA, by zobaczyć maszynę liczącą na własne oczy. Kuratowski uwierzył, że Polacy są w stanie konstruować podobne urządzenia, i przekonał do tej idei kilku młodych naukowców. Stworzyli oni Grupę Aparatów Matematycznych (GAM), na czele której stanął logik i matematyk Henryk Greniewski. Łukaszewicz wspominał, że była to dobra decyzja: W samej budowie komputerów nie mógł on wiele pomóc, ale miał z nas wszystkich największe doświadczenie życiowe i dzielił się nim z nami bardzo chętnie. Poza tym miał on wielki urok osobisty, a dyskutując z nim na tematy ogólnonaukowe i filozoficzne, zapominało się o całym świecie.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej