Wielkie afery często mają początek w błahych wydarzeniach. Tak też było z aferą Profumo. Nie wyszłaby na jaw, gdyby pewien czarnoskóry imigrant z Karaibów, John Edgecombe, nie postanowił wymusić na byłej dziewczynie Christine Keeler, by do niego wróciła. 14 grudnia 1962 r. podjechał pod dom, w którym Keeler mieszkała z przyjaciółką Marilyn Rice-Davies, i domagał się, by do niego wyszła. Jednak nie otwierała drzwi. Edgecombe wyciągnął pistolet i oddał sześć strzałów. Nikogo nie trafił, ale ściągnął na miejsce policję i dziennikarzy.

Dom, w którym mieszkała Keeler, należał do cenionego osteopaty Stephena Warda. Leczył on Winstona Churchilla, Franka Sinatrę, a teraz jego klienci pochodzili z klasy wyższej, do której sam nie należał. Ward był też wziętym portrecistą – swe prace publikował w czasopismach, pozowali mu członkowie rodziny królewskiej. Rozgłos wokół strzelaniny pod jego domem nie był mu na rękę.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej