Zaczęło się od spadku po zamieszkałym w Krakowie wujku Stanisławie Gromille. Był majsterkowiczem i wynalazcą, a kiedy umarł, zostawił panu Tomaszowi garaż i przeraźliwie brzydki wehikuł, coś jak skrzyżowanie żaby z brezentowym, płaskim namiotem, a do tego cztery koła, wyłupiaste reflektory, śruba napędowa i ster. Przygody pana Tomasza parę razy trafiły na ekran i za każdym razem wehikuł wyglądał inaczej, lecz nie aż tak pokracznie, jak opisał go autor Tomasz Nowicki, znany pod pseudonimem Zbigniew Nienacki.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej