Zaczęło się od spadku po zamieszkałym w Krakowie wujku Stanisławie Gromille. Był majsterkowiczem i wynalazcą, a kiedy umarł, zostawił panu Tomaszowi garaż i przeraźliwie brzydki wehikuł, coś jak skrzyżowanie żaby z brezentowym, płaskim namiotem, a do tego cztery koła, wyłupiaste reflektory, śruba napędowa i ster. Przygody pana Tomasza parę razy trafiły na ekran i za każdym razem wehikuł wyglądał inaczej, lecz nie aż tak pokracznie, jak opisał go autor Tomasz Nowicki, znany pod pseudonimem Zbigniew Nienacki. W pierwszej powieści „Wyspa złoczyńców” (1964 r.) pojazd pobił na szosie wartburga, moskwicza i francuską simkę; jesteśmy w głębokim PRL-u, więc nawet w książkach wymyślonych od a do zet imaginacja pisarza poruszała się pośród marek znajomych i swojsko przaśnych. Wspomnijmy, w jak paskudnym świecie żyliśmy, skoro moskwicz uchodził za szczyt luksusu.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej