PRZECZYTAJ TAKŻE: Powstanie Warszawskie. O "Antku", który lubił kanały. A Niemcy się go bali

Stanisław Likiernik „Staszek” nie należał do entuzjastów Powstania – i to już w lipcu 1944 r., kiedy podczas rozmowy z przyjaciółmi wspólnie doszli do wniosku, że w otwartej walce nie mają szans. Całe lata Likiernik powtarzał, że Powstanie było katastrofalnym błędem. W opublikowanej parę lat temu rozmowie z Emilem Maratem i Michałem Wójcikiem mówił, że ktoś, kto neguje i zaprzecza temu, że powstanie było tragedią i katastrofą, to zupełny osioł.

Dbał jednak o pamięć o Powstaniu, a przede wszystkim o jego ofiarach. Z Paryża, gdzie mieszkał, przyjeżdżał do Warszawy na kolejne rocznice. Znalazł się w komitecie założycielskim Muzeum Powstania Warszawskiego. Gdy było gotowe, podobało mu się. Ale coś mu nie pasowało. Opowiadał, że na mapce bitew pierwszego dnia powstania są wszystkie bitwy przegrane, a wygranej bitwy o magazyny na Stawkach nie ma. Powiedziałem to panu dyrektorowi, a on na to: No tak, trudno było wszystko umieścić… Ja na to: może tylko klęski was interesowały… Cóż, zapomnieli.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej