Prof. dr hab. Przemysław Urbańczyk - mediewista, archeolog; pracuje na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego i w PAN; autor wielu publikacji, m.in. „Mieszko Pierwszy Tajemniczy”, „Trudne początki Polski”, „Bolesław Chrobry - lew ryczący”

Zawdzięczamy ją Thietmarowi – saskiemu kronikarzowi i zarazem biskupowi Merseburga. Ten uważny obserwator środkowoeuropejskiej sceny geopolitycznej szczerze Chrobrego nienawidził; Polaków uważał za gorszych od Sasów, a piastowskiego księcia za stojącego znacznie niżej w hierarchii chrześcijańskich władców od niemieckiego cesarza, uznawanego przez kronikarza za politycznego spadkobiercę dzieła Karola Wielkiego.

Czasem jednak i Thietmarowi wyrywały się słowa jeśli nie pochwały, to przynajmniej zawoalowanego podziwu dla skuteczności Bolesława, który z równą determinacją wymuszał na poddanych chrześcijańskie obyczaje, jak prowadził zwycięskie wojny z sąsiadami – głównie z cesarstwem, któremu wielokrotnie dał się we znaki.

Z cesarskim i węgierskim wsparciem

Wojna polsko-ruska interesowała nie tylko Thietmara, ale także wszystkich saskich możnowładców, bo wreszcie odciągnęła uwagę Piasta od wschodniego pogranicza cesarstwa, które dewastował przez kilkanaście lat. Gdy tylko 30 stycznia 1018 r. w Budziszynie udało się wzajemnie zaprzysiąc warunki pokoju, który zaspokoił roszczenia Chrobrego do zwierzchności nad Łużycami i Milskiem (dzisiejszym Oberlausitz), dawnymi cesarskimi prowincjami , wojowniczy książę ruszył z armią na przeciwległe pogranicze swojego państwa.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej