Jedno z jej wspomnień pochodzi z 1914 r. – siedzi na wysokiej jodle i obserwuje otoczenie. Słyszy kolegów: „Kazik, zejdź, bo oberwiesz kulkę”. „Kazik” to w istocie harcerka z Warszawy Wanda Gertz, która przebrała się za chłopaka, żeby wstąpić do Legionów. Ale jej towarzysze o tym nie wiedzieli. Albo tylko udawali.

Postanowiła, że zostanie żołnierzem, gdy miała pięć lat. Czy to przez zabawy z bratem, czy opowieści ojca, powstańca styczniowego, który nie przestał marzyć o wolnej Polsce, czy własne wyobrażenia. Czekała na wielką wojnę, choć w owym czasie było nie do pomyślenia, aby dziewczynka mogła być żołnierzem. Moim szczytem marzeń było zdobycie choć stopnia podoficera, by móc nosić kolorową czapeczkę – pisała we wspomnieniach.

Miała 18 lat, gdy w 1914 r. koleżanki z drużyny harcerskiej obcięły jej włosy i pomogły zdobyć paszport na nazwisko Kazimierz Żuchowicz. Dzięki znajomym oficerom z komisji rekrutacyjnej Legionów Polskich w męskim przebraniu dołączyła do ochotników, którzy wyruszali z Warszawy do Lublina. Odmówiła badań lekarskich, bo mistyfikacja wyszłaby na jaw. Wzbudziła tym podejrzenia kolegów.

Pozosta這 92% tekstu
Artyku dost瘼ny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypr鏏uj cyfrow Wyborcz

Nieograniczony dost瘼 do serwis闚 informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazyn闚 Wyborczej