Jak opowiadał inż. Jan Polak, konstruktor zabrzańskiego Mostostalu, historia masztu w Konstantynowie zaczęła się, gdy jeden z państwowych oficjeli podczas spędzonego na odludziu urlopu nie mógł słuchać swojej ulubionej radiowej Jedynki. Istotnie, odbudowana tuż po wojnie radiostacja w Łazach koło Raszyna pokrywała zasięgiem tylko 75 proc. powierzchni Polski, a słuchacze od dawna uskarżali się na kiepską jakość odbioru, zwłaszcza w górach, na Śląsku i na północnym zachodzie kraju. Sytuację pogarszał sygnał obcych stacji nadających na podobnych częstotliwościach, m.in. z Luksemburga.

Najwyższy na świecie

Poprawę miała przynieść budowa nowej radiostacji w samym centrum Polski – w Konstantynowie koło Gąbina. Jej sercem zamierzano uczynić stalowy maszt antenowy o niespotykanej dotychczas wysokości. Wprawdzie nad Moskwą górowała wzniesiona z okazji 50-lecia rewolucji październikowej żelbetowa wieża telewizyjna Ostankino (540 m), a w Dakocie Północnej w USA stał już blisko 630-metrowy maszt radiowo-telewizyjny (drugi, później odbudowany, zawalił się w 1968 r., gdy uderzył weń helikopter), ale ten konstantynowski miał być jeszcze wyższy.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej