Wiemy to z zapisu rozmowy, którą w maju 1994 r. przeprowadził z Kaczyńskim polski politolog Tomasz Grabowski przygotowujący doktorat na Uniwersytecie w Berkeley. Rozmowa zapisana na czterech kasetach różni się od wywiadów prasowych Kaczyńskiego. Dzisiejszy prezes PiS nie był wtedy w parlamencie – w wyborach 1993 r. jego ugrupowanie Porozumienie Centrum nie przekroczyło progu wyborczego. Mógł więc mówić swobodniej, wiedząc, że jego słowa nie są brzemienne w skutki polityczne. Sądził, że rozmawia z naukowcem, i to życzliwym. – Mam nawet wrażenie, że uznał mnie za swojego zwolennika, czy wręcz apologetę – mówi dziś Grabowski. To poluzowało knebel politycznej autocenzury.

Dziś Kaczyński i propagandyści „dobrej zmiany” kreują następujący obraz historii: w końcu lat 80. Lech Wałęsa był tylko formalnym przywódcą „Solidarności”, związkiem naprawdę kierował Lech Kaczyński. W stanie wojennym SB chciała internować Jarosława Kaczyńskiego, którego uznawała za groźnego przeciwnika. Prawdziwym ojcem Komitetu Obrony Robotników był Antoni Macierewicz i jego ludzie. A ci, których uznawaliśmy dotąd za jego czołowych działaczy, odgrywali w istocie rolę drugorzędną.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej