Jesienią 1944 r., kiedy alianci wyzwalali zachodnią Europę, III Rzesza zdecydowała się na ostatni, rozpaczliwy atak. 7 września w kierunku Londynu wystrzelono pierwsze rakiety balistyczne V2. Niemcy nie byli pewni, czy był skuteczny, poprosili więc o pomoc najlepszego agenta w Londynie – Hiszpana o kryptonimie Arabel. Zgodnie z rozkazem udał się na miejsce wybuchu, by ocenić straty. Ale zamiast informacji o zniszczeniach do placówki Abwehry w Madrycie dotarła wiadomość, że został aresztowany. Niemcy wpadli w popłoch. I choć Arabel po kilku dniach został wypuszczony, o kontynuowaniu misji nie było mowy. Odtąd musieli strzelać na oślep.

Abwehra nie miała pojęcia, że Arabel nie tylko dla nich nie pracował, ale od trzech lat podsuwał im fałszywe informacje.

Po obu stronach frontu

Naprawdę nazywał się Juan Pujol Garcia i urodził się w 1912 r. w Barcelonie. Jako nastolatek rzucił szkołę i podjął pracę w sklepie metalurgicznym. Po kilku tygodniach zrezygnował i zapisał się na kurs Królewskiej Szkoły Hodowców Drobiu. Nie został ani hodowcą, ani biznesmenem, choć próbował. Wylądował więc w wojsku. Po obowiązkowej służbie nabrał wstrętu do munduru, ale armia się o niego upomniała.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej