„Dwóch Polaków wlecze z powrotem na rynek ciemnowłosą kobietę, która uciekła z getta, a teraz szarpie się z nimi, walczy o życie. Zasłaniam twarz rękami, ale przez palce widzę, jak się opiera, próbuje czepiać się ziemi, kopie, okłada Polaków pięściami – wszystko nadaremnie. Dowlekają swoją ofiarę do gestapowca, którzy mierzy do nas z karabinu maszynowego. Gestapowiec ma czarne oficerki i ciemny mundur. Chwyta ją za włosy, każe wybierać, czy woli umrzeć na miejscu, czy trafić do Treblinki. Kobieta pada na ziemię, żebrze litości. Gestapowiec tak zanosi się śmiechem, że aż głowę odchyla do tyłu. Mówi kobiecie, że za długo zwleka z decyzją, odpycha ją kopniakiem i strzela jej w głowę. Okrzyki przerażenia, które wypełniają rynek, mieszają się ze śmiechem gestapowca i jego ukraińskich sługusów” - wspominał Aaron Elster, który jako młody chłopiec 22 września 1942 r. stał w tłumie Żydów spędzonych na rynek w Sokołowie Podlaskim i czekał na transport do Treblinki.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej