Jeszcze kilka miesięcy przed jej wybuchem Francja zdawała się nudna i spokojna. Po przegranych i rozrywających społeczeństwo wojnach kolonialnych nastał czas pokoju i rosnącego dobrobytu. Państwo socjalne umacniane dzięki wieloletniemu wzrostowi poprawiło sytuację robotników i uporało się z biedą. Przyspieszona modernizacja spowodowała exodus ze wsi do miast, a także szturm młodych na studia. W 1958 r. było 200 tys. studentów, dekadę później – 500 tys.

Młodzi Francuzi chcieli się bogacić i stawać porządnymi mieszczuchami. Potwierdziła to „Biała księga młodzieży”, wydane w maju 1967 r. studium postaw 280 tys. młodych ludzi w wieku 15-24 lata. Wnioski potwierdzały stan narodowej nudy. Młodzi interesowali się problemami epoki, ale nie zamierzali się angażować w politykę. Większość opowiadała się za tym, by utrzymać prawo do głosowania od 21 lat. Chcieli szybko zawierać małżeństwa, lecz wstrzymać się z posiadaniem dzieci, dopóki się nie dorobią. Kariera! To był zew młodej Francji. Wierzyli też, że ich przyszłość zależy od utrzymania wewnętrznego porządku i spójności społecznej oraz rozwoju przemysłu. Wyłaniał się portret skonformizowanego mieszczucha marzącego o „małej stabilizacji”.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej