W przededniu wybuchu II wojny masową wyobraźnię opanowała szpiegomania. W Wielkiej Brytanii pewna kobieta zadenuncjowała sąsiadkę, bo wydawało się jej, że ta, wieszając pranie, przekazuje zaszyfrowane wiadomości agentowi Abwehry. Majtki, koszula, odstęp, majtki i znowu koszula – czy to przypadkiem nie alfabet Morse’a?

Szpiegomania nigdzie jednak nie uczyniła takich szkód jak w Związku Radzieckim, gdzie między 1937 a 1938 r. aresztowano aż 265 039 „szpiegów”, w tym aż 101 tys. Polaków. Oskarżano rozkułaczonych chłopów, inteligencję techniczną, sympatyków białych generałów, mniejszości narodowe, członków lewicowej i prawicowej opozycji, starych bolszewików, a także tych, którzy mieli zajmować się wyłapywaniem szpiegów, czyli enkawudzistów. Nawet najbardziej zasłużeni musieli liczyć się z tym, że za moment dostaną „dziesięć lat bez prawa do korespondencji”, jak nazywano rozstrzelanie.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej