Z dr. Andrzejem Zawistowski (pracownik Katedry Historii Gospodarczej i Społecznej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W końcu 2017 r. ukazała się jego najnowsza książka „Bilety do sklepu. Handel reglamentowany w PRL” rozmawia Adam Leszczyński)

ADAM LESZCZYŃSKI: Wszyscy wiedzą, że w PRL-u były kartki i kolejki. Napisał pan książkę o handlu reglamentowanym w tamtych czasach. Dlaczego w ogóle władza musiała wprowadzać kartki?

DR ANDRZEJ ZAWISTOWSKI: Nie zawsze musiała – czasami chciała – i nie zawsze robiła to z tych samych powodów. Inna sytuacja była w latach 40., inna w 50., a jeszcze inna w schyłkowym okresie PRL-u.

W 1944 r. władza musiała i chciała wprowadzić kartki. W latach 40. reglamentacja była europejską codziennością. Kartki na żywność były nawet w Szwajcarii czy Szwecji, które nie brały udziału w wojnie. W Wielkiej Brytanii wychodzenie z systemu kartkowego zajęło prawie dekadę i skończyło się w latach 50.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej