Po tajnej operacji z jesieni 1979 r. pozostały nie tylko akta kontrwywiadu SB, Wojskowej Służby Wewnętrznej i prokuratury wojskowej, ale też nagrania filmowe, na których widzimy funkcjonariuszy tajnego Biura B zajmującego się obserwacją. Jeden z nich, przypalając papierosa w samochodzie, żali się do kamery, że żona nie widzi go od wielu dni, noce są coraz chłodniejsze, a szpiega jak nie było, tak nie ma.

Kiedy powstawało to nagranie, ponad 80 funkcjonariuszy z kilku wydziałów, biur i sekcji SB od czterech tygodni czekało na człowieka, który podniesie kamień leżący pod słupem telegraficznym przy ul.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej