Wątpliwe to liczby. Zważmy, że liczba żołnierzy największej organizacji - Armii Krajowej - u szczytu jej organizacyjnych możliwości, czyli w 1944 r. w czasie akcji „Burza”, obliczana jest na ok. 350-390 tys. Były też jeszcze oczywiście kilkudziesięciotysięczne formacje narodowe. Ale trudno przypuszczać, że do końca lat 50. w lesie pozostało z tego aż 300 tys. ludzi. Po drodze było przecież powstanie warszawskie i okropne represje sowieckie na skalę większą niż w czasach okupacji hitlerowskiej. Znawca tematu, prof. Rafał Wnuk, obliczył, że latem i jesienią 1944 r. na terenach, które znalazły się już pod kontrolą sowiecką, AK straciła więcej oficerów niż podczas całej okupacji.

Do końca lat 50. były też amnestie - pierwsza w 1945 r., po której ujawniło się ok. 30 tys. konspiratorów, choć część wróciła do lasu. Do drugiej - kluczowej dla siły podziemia - doszło w lutym 1947 r., gdy z lasu wyszło ponad 70 tys. ludzi. Po tej amnestii podziemie antykomunistyczne stało się marginalną siłą militarną.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej