W 1959 r. Włodzimierz Strzyżewski, szermierz przygotowujący się do akademickich mistrzostw świata, nie dostał w zakładzie pracy urlopu na obóz treningowy. Inni zawodnicy wyjechali, a on, spacerując latem po Warszawie, bezowocnie poszukiwał partnera do ćwiczeń. „I wtedy przypomniałem sobie zabawę z dzieciństwa, kiedy z sąsiadem rzucaliśmy na podwórku starą oponkę od dziecięcego wózka” – wspominał po latach. „Świstała w powietrzu, chwyt aż parzył w ręce, ale co to była za frajda, kiedy podbiegając lub skacząc, trafiało się nieomylnie dłonią!

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej