Brawurową akcję poprzedziła jednak wpadka. Trzyosobowy oddział kpt. Alfreda Paczkowskiego „Wani”, cichociemnego, miał wysadzić w powietrze most niedaleko Dawidgródka leżącego w połowie drogi z Pińska do Mozyrza. Dla doświadczonego dywersanta, takiego jak „Wania”, zadanie nie było trudne. Co innego dla towarzyszących mu por. Mieczysława Eckhardta „Bociana”, również cichociemnego, który jednak ledwie dwa miesiące wcześniej przyleciał do Polski, oraz Piotra Downara „Azora”, dotąd biorącego udział jedynie w drobnych misjach. Paczkowski chciał ich jednak sprawdzić.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Skok do Polski. Historia cichociemnego

„Wania” udaje Włocha

W środę 18 listopada 1942 r. samochodem dotarli nad rzekę Horyń. Stamtąd ruszyliśmy sami – wspominał „Wania”. – Jedyny bagaż to plecak z materiałem wybuchowym. Mieliśmy ze sobą tylko rewolwery i jeden pistolet maszynowy. W nocy 20 listopada przechodzili przez niewielki strumień pokryty już lodem. Nagle załamał się pode mną lód. Usłyszałem, jak trzasnęły mi kości w lewym podudziu, potem poczułem ból. Nie miałem wątpliwości – złamałem nogę.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej