8 maja 1521 r. cesarz Karol V Habsburg wydał w Wormacji edykt, w którym ogłosił m.in.: Rozkazujemy teraz wam wszystkim i każdemu z osobna, abyście [Marcinowi] Lutrowi nie udzielali domu ani dworu, pokarmu ani napoju, ani go nie podejmowali, ani też słowem lub czynem, tajemnie lub publicznie nie okazywali żadnej pomocy ni poparcia, ani ułatwienia, ale tylko, gdziekolwiek go potem spotkacie i znajdziecie, możecie go ująć i wziąwszy do więzienia, dostawić go nam w całości.

Dla wittenberskiego reformatora oznaczało to de facto nie tylko banicję, ale też rychłą śmierć.

Religijna egzaltacja w Wittenberdze

Z pomocą Lutrowi przyszedł jego władca, książę elektor Saksonii Fryderyk Mądry, który ukrył go na zamku w Wartburgu. Tymczasem reformacja zataczała coraz szersze kręgi, a Marcin Luter przestał mieć na jej rozwój znaczący wpływ. W samej kolebce ruchu – Wittenberdze – od września 1521 r. grupa entuzjastycznie nastawionych profesorów uniwersytetu pod wodzą Andreasa Karlstadta – promotora i przyjaciela Lutra – zaczęła wprowadzać zmiany w liturgii. Pod koniec roku Karlstadt zażądał usunięcia z kościołów obrazów i figur, a także bocznych ołtarzy. Miejscowa ludność przyjęła to ponoć z radością.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej