Węgierska Joanna d’Arc – tak ją nazywają. Postać Ilony Tóth stała się tożsama z pojęciem niewinności – czytamy w notatce Węgierskiego Instytutu Kultury opublikowanej w ub. roku z okazji premiery sztuki o jej życiu i procesie. Dramat wystawił budapeszteński Teatr Narodowy, lecz premiera odbyła się gościnnie w Teatrze Polskim w Warszawie. Patronuje jednej z sieci przychodni w Budapeszcie, a studenci medycyny i lekarze otrzymują nagrody jej imienia. W jej domu samorząd otworzył izbę pamięci.

Polska Wikipedia informuje:

Aresztowana 20 listopada 1956 r., została oskarżona o zamordowanie funkcjonariusza ÁVH (służby bezpieczeństwa). Zbrodni miała dokonać ze szczególnym okrucieństwem dwa dni wcześniej. Oskarżenie to zostało wykorzystane do wytoczenia jej oraz jej dwóm kolegom procesu pokazowego, jedynego, na który wpuszczono zachodnich reporterów. Niewinny wygląd dziewczyny połączony ze skrajnym barbarzyństwem, jakiego miała się dopuścić (wykonywanie dożylnych zastrzyków z benzyny i powietrza, po czym, gdy ofiara nadal żyła – zadanie ciosu nożem w serce) miały ukazać zachodnim mediom prawdziwą (...) twarz rewolucji. W trakcie procesu Ilona Tóth przyznała się w pełni do stawianych jej zarzutów, próbując w ten sposób ochronić pozostałych sądzonych. Wszyscy zostali skazani na śmierć. Wyrok przez powieszenie wykonano 26 czerwca 1957. (…) Obecny stan badań nad sprawą wskazuje, iż była ona całkowitą mistyfikacją – nie udało się znaleźć żadnych szczegółów dotyczących pochówku rzekomej ofiary morderstwa, w rejestrach ÁVH figuruje tylko jedna osoba o danych zgadzających się z podanymi na procesie, jednakże człowiek ten zakończył służbę w roku 1982 w randze pułkownika.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej