Obrońcy Starego Miasta zaskoczyli Niemców. Choć zamknięci w kotle, bombardowani z powietrza i ostrzeliwani przez artylerię, radzili sobie z kolejnymi szturmami niemieckiej piechoty wroga. Bronili się dłużej, niż można było oczekiwać. Jednak od samego początku oblężenia Karol Ziemski „Wachnowski”, dowódca Starówki, zdawał sobie sprawę, że siły jego ludzi w końcu znajdą swój kres. Szukał sposobów na ich wzmocnienie, ale próby wsparcia ze Śródmieścia czy z Żoliborza nie dały efektów. Pozostało wydostać z tego koszmaru maksymalnie wielu.

Zanim zdecydowano się na odwrót kanałami, opracowano plan przebicia się górą. Zakładał przeprowadzenie pomiędzy niemieckimi stanowiskami w rejonie ogrodu Saskiego kilku kolumn, w tym jednej z rannymi i cywilami. Żeby to się udało, ktoś musiał odciągnąć uwagę nieprzyjaciela. Tym kimś zostali żołnierze batalionu „Czata 49” walczący w szeregach zgrupowania „Radosław”.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej