Maciej Stasiński: Zmarł Zbigniew Brzeziński. Dla ciebie kto?

Adam Michnik: Bardzo fajny człowiek. Wielu miało go za aroganta, który się wywyższał. To nieprawda. On tylko miał bardzo niski próg tolerancji dla głupoty. A kiedy już się go przeszło, był bezpośredni, ciepły, serdeczny, dowcipny, życzliwy i pomocny ludziom. 

Brzeziński to jeden z dwóch najwybitniejszych polityków amerykańskich XX i początku XXI wieku. Drugim jest Henry Kissinger.

Oni się bardzo różnili, ale łączyło ich jedno: byli Amerykanami w pierwszym pokoleniu. To dawało im perspektywę światową, globalną, a nie wąską, amerykańską.

Obydwaj byli też zwolennikami Realpolitik, tylko że rozumieli ją całkiem odmiennie. Kissinger był wychowany w tradycji traktatu wiedeńskiego i kulcie Metternicha. Dla niego Realpolitik oznaczała utrwalanie porządku światowego, koncertu mocarstw, czyli dyktatu mocarstw.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej