Aleksandra Lewińska: Fordoniacy wiedzą, że doktor Feelgood czy też Miracle wychował się w ich dzielnicy?

Daria Kieraszewicz*: Damian Rączka, społecznik z Fordonu, pierwszy wpadł na jego trop. Powiedział mi kiedyś, że mieszkał tu facet, który doprowadził do śmierci wielu celebrytów. Zaczęłam szperać, dotarłam do jego biografii.

I kto to był?

– To lekarz, który podawał narkotyki wielu sławom: prezydentowi Kennedy’emu, Marilyn Monroe czy Elvisowi Presleyowi. Nazywał się Maks Jacobsohn, był synem rzeźnika z Fordonu – Louisa Jacobsohna.

Stosował mieszankę sterydów i amfetaminy, podawał ją w zastrzykach. Czasem nawet przez dziesięć lat. Skutecznie leczył złe samopoczucie celebrytów, ale, co oczywiste, rujnował przy tym ich zdrowie.

Antybohater.

– Z pewnością Amerykanów inspiruje – powstało na jego temat wiele artykułów, jedna z grup muzycznych nazwała się Dr Feelgood. Metaamfetamina, gdy ją podawał, nie była substancją zakazaną. Od niektórych, np. od Kennedy’ego, nie brał pieniędzy. Skromnie żył, nie liczył na zysk. Przypuszczam, że chciał dobrze. Ale doktor budzi kontrowersje nie tylko z tego powodu. Był szarą eminencją amerykańskiej polityki lat 50. ubiegłego wieku. Secret Service założyły mu teczkę, nadały mu wtedy przydomek Dr. Feelgood, czyli Dobre Samopoczucie. A on sam zachwalał się, że uzależnił samego Hitlera. To niepotwierdzone, ale był w latach 30. w Niemczech, więc możliwe.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej