Sebastian Duda: Donatyzm często przywoływany jest, gdy na jaw wychodzą skandale w Kościele katolickim. Rozważane są wtedy argumenty przytaczane przed wiekami przez donatystów właśnie: czy wierni mogą występować przeciwko niegodziwie zachowującemu się biskupowi? Czy mogą wypowiedzieć mu posłuszeństwo? W Polsce spór donatystyczny przypominano w odniesieniu do spraw arcybiskupów Paetza czy Wielgusa. Jednak historia donatyzmu jest u nas słabo znana. Gdzie i kiedy się narodził?

Abp. Juliusz Paetz. Kuszenie w cieniu katedry

Ks. dr Stanisław Adamiak: Na początku IV w. w północnej Afryce i występował właściwie wyłącznie w afrykańskich prowincjach Cesarstwa Rzymskiego (dzisiejsza Algieria, Tunezja oraz część Maroka i Libii). Donatyści mieli co prawda swego biskupa również w Rzymie, ale ich wspólnota w stolicy składała się z przybyszy z Afryki. Nic dziwnego, że jeden z poważniejszych argumentów katolików przeciw nim brzmiał, że są tylko w Afryce, a Kościół jest wszędzie. Donatyzm długo nie był uznawany za herezję, gdyż trudno było znaleźć różnicę doktrynalną między nim a katolicyzmem. Donatystów należałoby chyba bardziej traktować jako schizmatyków, choć na progu V w. wielu katolików bez wątpienia uważało ich za heretyków.

Początków tego rozłamu w Kościele trzeba szukać w ostatnich wielkich prześladowaniach chrześcijan w imperium rzymskim za cesarza Dioklecjana (panował w latach 284-305). Na zachodzie Cesarstwa prześladowania te przebiegały łagodniej niż na wschodzie, ale wiadomo, że w prowincjach afrykańskich gwałtownie wprowadzono w życie pierwszy z edyktów Dioklecjana przewidujący konfiskatę kościelnej własności. Chodziło w szczególności o księgi i naczynia – czyli wszystko to, co było niezbędne do sprawowania liturgii. Rzeczy te pozostawały zwykle pod pieczą duchownych, którzy różnie reagowali na nakazy edyktu. Trochę przypominało to przypadki współpracy księży z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa: ktoś zgodził się, ale nie podpisał; inny podpisał, ale nie donosił; jeszcze inny donosił, ale nie szkodził, itd. Niejednokrotnie trudno ustalić, co było absolutnie złem, a co nie. Podobnie było w przypadku chrześcijan w czasach prześladowań Dioklecjana.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej