Rankiem 8 maja 1945 r. na berlińskim lotnisku Tempelhof nie było już widać wraków niemieckich samolotów, lecz żołnierzy radzieckiej kompanii honorowej ćwiczących musztrę paradną. Pierwszy wylądował samolot Andrieja Wyszynskiego, straszliwego oskarżyciela w moskiewskich procesach pokazowych z lat 30., a teraz wiceministra spraw zagranicznych. Półtorej godziny później usiadła dakota z brytyjskim marszałkiem lotnictwa Arthurem Tedderem i amerykańskim generałem Carlem Spaatzem, których generał Wasilij Sokołowski, zastępca dowódcy 1. Frontu Białoruskiego, czyli marszałka Gieorgija Żukowa, poprowadził w kierunku kompanii honorowej.

Upadek Berlina. Jak Stalin dobił Hitlera

Trzeci samolot przywiózł Niemców – feldmarszałka Wilhelma Keitla, szefa Oberkommando der Wehrmacht, czyli Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, admirała Hansa Georga von Friedeburga, od kilku dni dowódcę Kriegsmarine, oraz reprezentującego Luftwaffe generała Hansa Jürgena Stumpffa. Do Niemców podszedł Iwan Sierow, jeden z zastępców szefa NKWD Ławrientija Berii, i omijając szerokim łukiem kompanię honorową, zaprowadził ich do czekających samochodów. Keitel wystąpił w mundurze galowym, z buławą marszałkowską w dłoni.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej