MIROSŁAW MACIOROWSKI: Skąd się wziął król Staś na polskim tronie?

PROF. PIOTR UGNIEWSKI: Jak mój student mówi „król Staś”, to z zaliczenia nici.

Przecież to pieszczotliwe.

– Pogardliwe. Tak króla nazywali przeciwnicy, żeby go zdezawuować.

Może zasłużył? Historycy od dwóch wieków spierają się o Stanisława Augusta Poniatowskiego. Niektórzy uważali go za próżnego hedonistę, kobieciarza i politycznego bankruta, inni – za intelektualistę i męża stanu.

– W dwusetną rocznicę śmierci króla prof. Janusz Tazbir napisał w „Wyborczej” tekst pod tytułem „Najlepszy z ministrów kultury”. I taka jest właśnie klisza: żaden polityk, tylko pięknoduch, który przesiadywał z damami w Łazienkach, a jeśli mu coś wyszło, to obiady czwartkowe.

Fałszywa?

– Nie stronił od kobiet, ale nie był bawidamkiem, tylko konsekwentnym politykiem, który życie strawił na zajmowaniu się państwem.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej