Obrońca skarbów. Karol Estreicher w poszukiwaniu zagrabionych dzieł sztuki”
Marta Grzywacz
PWN, 2017

Wojna dobiegała końca, gdy nadburmistrz Norymbergi Willy Liebel popełnił samobójstwo i zabrał ze sobą do grobu wiele tajemnic. Także miejsce ukrycia ołtarza Wita Stwosza, który Niemcy wywieźli z Polski w październiku 1939 r. Karol Estreicher, krakowski historyk sztuki, nie mógł sobie tego wybaczyć. To on nalegał na rozebranie ołtarza, on znalazł mu schronienie poza Krakowem, on więc ułatwił nazistom grabież. Za wszelką cenę musiał to naprawić.

Gdzie są akta założycielskie Uniwersytetu Jagiellońskiego? I jaką rolę w ich zniknięciu odegrał Karol Estreicher?

Marta Grzywacz podąża śladem jednej z najciekawszych postaci Krakowa, charyzmatycznego, błyskotliwego i złośliwego historyka sztuki, który walczył o odzyskiwanie zagrabionych przez nazistów dzieł sztuki. Do tej pory żaden z historyków nie pokusił się o to, aby w szerszej formie przypomnieć sylwetkę największego polskiego restytutora dóbr kultury. Prowadząc czytelnika przez gabinety hitlerowskich dygnitarzy, podziemne kopalnie i schrony przeciwlotnicze autorka kreśli trudną drogę, jaką trzeba było pokonać, aby odzyskać przynajmniej część wywiezionych z Polski przez Niemców dzieł sztuki. Zwraca też uwagę na fakt, że to właśnie Estreicher był inspiratorem powstania ponad 300-osobowego międzynarodowego oddziału muzealników – Monuments, Fine Art And Archives – którzy przybyli do Europy wraz z desantem na Sycylię i Normandię, żeby ratować zagrożone działaniami wojennymi europejskie dziedzictwo kulturowe. Zwano ich w skrócie Monuments Men – obrońcy skarbów – a Karol Estreicher był wśród nich jedynym Polakiem. To dzięki jego staraniom do Polski wróciły takie dzieła jak „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci czy właśnie ołtarz Wita Stwosza. Przeciwko takim jak on „fanatycznym poszukiwaczom” do samego końca wojny działała potężna machina III Rzeszy i jej dygnitarze, z których każdy prowadził perfidną grę, kradnąc na własną rękę i dla siebie. Paradoksalnie Estreicher miał przeciwko sobie także polski rząd na uchodźstwie. Chciał zwracać zagrabione dzieła sztuki komunistycznej Polsce, więc londyńska emigracja uznała go za zdrajcę. Nigdy się nie poddał. – Kultura polska na całym terytorium polskim jest najważniejszą dla mnie – mawiał – bo wiem, że istnieją narody bez terytorium, bez języka, bez państwa, ale nie przetrwają narody bez własnej kultury.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej