W 1946 r. w Norymberdze, gdzie Andriej Wyszynski kierował radziecką delegacją biorącą udział w procesie zbrodniarzy hitlerowskich, wysłańcy Moskwy zaprosili na bankiet przedstawicieli innych krajów.

Gospodarz przywitał ich toastem: „Chciałbym wypić ten kieliszek za szybkie powieszenie wszystkich podsądnych”.

Goście nie od razu zrozumieli, o co chodzi. Wypili. Ale potem przysłali delegację, ostrzegając, że jeśli to ma się powtarzać, więcej już zaproszenia od Rosjan nie przyjmą. Bo oni są sędziami i póki wyrok nie zapadł, nie mogą orzec, kto winny, a kto nie – wspominał wpadkę Wyszynskiego jego tłumacz Oleg Trojanowski.

„Toast za powieszenie” znakomicie ilustruje zasady obowiązujące w systemie prawnym ZSRR. Ale też hipokryzję zachodnich jurystów, którzy zdawali sobie sprawę z tego, że Trybunał Norymberski nie będzie skazywał na kary grzywny.

Ścigał Lenina

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej