Protest rozpoczęty 14 grudnia 1970 r. trwał w Stoczni Gdańskiej w mniej lub bardziej utajonej formie do połowy następnego roku. Jego przyczyny władze rozpoznały całkiem dobrze, ale odpowiedzią był brutalny pokaz siły, łamanie robotników podczas przesłuchań, zwolnienia z pracy i nękanie przez SB najbardziej aktywnych. Plus marchewka – pieniądze skierowane do Stoczni Gdańskiej przez ekipę Edwarda Gierka.

Głębsze problemy, jak nieracjonalne obietnice władz, błędy w zarządzaniu, niesprawiedliwy podział dochodów, przedmiotowe traktowanie robotników, pozostały nierozwiązane i toczyły społeczność Stoczni Gdańskiej przez kolejną dekadę.

Stocznia Gdańska, grudzień 1970. Unikatowe zdjęcia - pierwsze, które pokazują stanowisko strzeleckie

Stocznia Gdańska, grudzień 1970. Gniew tłumu

Dla Mariana Zielińskiego i kilkunastu innych stoczniowców z wydziału silnikowego Stoczni Gdańskiej wiadomość o podwyżkach cen ogłoszona 12 grudnia 1970 r. była kolejnym powodem do frustracji. Miał 33 lata, ale choć pracował niemal podwójną liczbę godzin tygodniowo, nie żył w luksusie. Bał się, że podwyżka zje z takim trudem wypracowaną pensję. Na dodatek krążyły plotki o złej kondycji finansowej Stoczni Gdańskiej, a nawet o redukcji zatrudnienia. Tych kilkanaście osób postanowiło powiedzieć „dość” i rozpocząć strajk.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej