Dzień przed 11 listopada 1918 r. Komendant Piłsudski przyjeżdża do Warszawy

Niemcy zbaranieli, gdzieniegdzie się bronią, zresztą dają się rozbrajać nie tylko przez wojskowych, ale też przez lada chłystków cywilnych. Dzień dzisiejszy należy do historycznych, do niezapomnianych, do weselszych, do triumfalnych! – zanotowała 11 listopada 1918 r. księżna Maria Lubomirska. Księżna, żona Zdzisława Lubomirskiego, członka utworzonej przez Niemców i Austriaków trzyosobowej Rady Regencyjnej Królestwa Polskiego, pisała wspomnienia z dnia na dzień, więc jej euforyczny ton oddaje nastrój pierwszych dni niepodległości: Widok niepojęty. Idąc ulicą, spostrzega się samochody niemieckie z czerwonymi chorągwiami – zatrzymują je Polacy i każą Niemcom wysiadać – zwracają im tylko krasne godło. To samo dzieje się z powozami i końmi. Cała ta akcja idzie gładko... W wielu wspomnieniach i dziennikach z 1918 r. są tego typu opisy. Dużo miejsca rozbrajaniu Niemców w „Dziennikach” poświęciła Maria Dąbrowska (1889-1965). I Lubomirska, i Dąbrowska opisują je z radością i nadzieją, ale ta druga również z obawą, czy nie poleje się krew. Rozbraja nie tylko milicja, lecz i tłum, masa broni dostaje się na pewno esdekom [socjaldemokratom], a nawet po prostu opryszkom – zapisała autorka „Nocy i dni”.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej