http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Basen we krwi

Radosław Leniarski
2012-01-22, ostatnia aktualizacja 2012-02-02 18:03

Węgrzy prowadzą z ZSRR 4:0. Zádor wali Mszewenieradzego w głowę, Prokopow na odlew uderza Zádora pięścią w oko. W olimpijskim basenie płynie krew. To nie był normalny mecz

Krew płynie z rany pod okiem węgierskiego waterpolisty Ervina Zádora. W czwartej kwarcie Zádor uderzył Mszewenieradzego
pięścią w głowę, co według Gruzina widzieli wszyscy, tylko nie sędzia. Była to iskra - potem Prokopow wybił
się wysoko z wody i na odlew, nie zważając, czy sędzia patrzy, walnął Zádora pięścią w oko. Piłka była wtedy po drugiej
stronie basenu.
Fot. Bettmann/CORBIS
Krew płynie z rany pod okiem węgierskiego waterpolisty Ervina Zádora. W...
Okładka tygodnika ''Ale historia''
fot. Agora
Okładka tygodnika ''Ale historia''
SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Tak 6 grudnia 1956 roku piłkarze wodni Węgier i ZSRR walczyli w półfinale igrzysk w Melbourne. Furia opanowała jednych i drugich, a także wstąpiła w widzów na trybunach. Interweniowała policja.



Mecz toczył się miesiąc po krwawym stłumieniu rewolucji węgierskiej przez Armię Czerwoną. W walkach zginęło około 3 tys. Węgrów, 740 żołnierzy sowieckich, 1540 było rannych (według źródeł ZSRR). Gdy trwał mecz, w Budapeszcie i na całych Węgrzech mordowano w egzekucjach, aresztowano i skazywano dziesiątki tysięcy ludzi.

W Polsce panowała popaździernikowa odwilż, ale o meczu nie ukazała się choćby jedna wzmianka, nawet w "Przeglądzie Sportowym".

W 1956 roku Węgrzy mieli dzięki piłce wodnej więcej złotych medalistów niż jakikolwiek inny kraj. Między 1920 a 1939 rokiem ich waterpoliści nie przegrali żadnego meczu! Nawet gracze z ZSRR Jurij Szlapin i Borys Markarow wspominali, że uczyli się piłki wodnej, podglądając tylko Węgrów.

Ale to nie sport był w Melbourne najważniejszy.

- Gdy wchodziliśmy na basen, słyszeliśmy przeciągłe buczenie i krzyk: "Go, Hungary!" - wspomina Wiktor Agiejew. - Nie, to nie był normalny mecz.

- Wiedziałem, że w Budapeszcie młodzi ludzie strzelają na ulicach. Nie uważałem tego za dobre, ale my przyjechaliśmy grać w piłkę - opowiadał Markarow po latach.

Węgrzy też chcieli grać, ale polityka nie dała im o sobie zapomnieć.

Radosław Leniarski wspomina mecz piłkarzy wodnych o honor Węgier - cały tekst w najnowszym - poniedziałkowym wydaniu "Ale historia", dodatku do "Gazety Wyborczej"



Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



"ALE HISTORIA!" - co poniedziałek z Gazetą Wyborczą

Kontrowersyjne tematy. Niewygodne pytania. Zaskakujące odpowiedzi.
Już 6 lutego najnowszy numer ''Ale historia!'', a w nim:
- Luda Pawliczenko była najsłynniejszym radzieckim strzelcem wyborowym. Ludzie rozpoznawali ją na ulicy,dzieci wypytywały o liczbę zabitych wrogów.
- 6 kwietnia 1914 roku na podparyskich Polach Marsowych dwóch Polaków starło się w pojedynku na szable



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1