Najpierw zabijali kozła. Rozebrani do naga nowicjusze przechodzili przez łuk z liści bananowca. Celebrans pytał: "Czy zgadzasz się zostać prawdziwym Kikuju, wolnym od skazy?". Wtajemniczani potwierdzali i odgryzali kawałek mięsa. Słuchali opowieści o historii plemienia i celach ruchu Mau Mau, którymi są odzyskanie "ziemi i wolności". Potem składali przyrzeczenie. "Jeśli będę znać jakiegoś wroga naszej organizacji i go nie zabiję, niech ta przysięga zabije mnie". "Jeśli zdradzę tę przysięgę jakiemuś Europejczykowi, niech ta przysięga zabije mnie".
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej