Było nie do pomyślenia, aby Francuzki w tym wieku i z tej warstwy społecznej mogły pod koniec XIX stulecia samodzielnie podróżować lub mieszkać samotnie w Paryżu, Londynie, Berlinie. Jednak dla panien Skłodowskich nie było w tym nic szczególnego - pisała biografka wielkiej uczonej, nieżyjąca już Francoise Giroud. Jej zdaniem młode Polki okazywały się o wiele bardziej wyemancypowane niż ich francuskie rówieśnice, a niezależność i poczucie wolności pomogły Marii wyprzedzić jej epokę.

Trzy panny Skłodowskie wyniosły z domu rzecz bezcenną - wiarę w siebie i poczucie swojej wartości. Rodzina była też zżyta i solidarna i kiedy w latach 1910-11 noblistka stała się obiektem zaciekłych ataków brukowców po wykryciu jej romansu z fizykiem Paulem Langevinem, który porzucił dla niej rodzinę, rodzeństwo zjawiło się w Paryżu, by ją wesprzeć.

Atmosfera panująca w domu, a zwłaszcza erudycja i talent pedagogiczny ojca Władysława Skłodowskiego, wywarła mocny wpływ na dzieci. Skłodowscy mieli najbardziej wartościowe cechy polskiej inteligencji: wykształcenie, energię, etos pracy, zamiłowanie do społecznikostwa. Na prestiż rodu nie pracowała tylko Maria. Brat Józef, wieloletni ordynator oddziału chorób wewnętrznych w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie, jako jeden z pierwszych zastosował sztuczną odmę w chorobie płuc i naświetlania promieniami Roentgena w chorobie Gravesa-Basedowa.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej