W 1988 r. w drugim programie Telewizji Polskiej pojawił się program "Bliżej świata" i szybko stał się jedną z najpopularniejszych audycji. Składał się z fragmentów programów wyemitowanych satelitarnie przez zachodnie stacje telewizyjne. Pomiędzy poszczególnymi fragmentami zaproszeni do studia korespondenci zagraniczni komentowali to, co zobaczyli telewidzowie. Nie to okazało się jednak głównym atutem programu. Ględzenie o tym, że to, co widzimy, nie jest fajne, było złem koniecznym. Widzowie łaknęli migawek ze świata mody, sportu, wideoklipów i obowiązkowego Benny'ego Hilla na koniec - pisał Bartek Koziczyński w książce "333 popkultowe rzeczy PRL".



"Bliżej świata" było odpowiedzią TVP na zainteresowanie telewizją satelitarną stanowiącą najnowszą oprócz magnetowidów i mikrokomputerów rewolucję technologiczną docierającą do Polski zza żelaznej kurtyny. Pomysł wykorzystywania satelitów do transmisji sygnału telewizyjnego nie był nowością. Taki sposób docierania do widzów okazał się tańszy niż budowanie sieci naziemnych, ośrodków nadawczych i przekaźników, które zapewniłyby dobrą jakość odbioru na obszarze z łatwością pokrywanym przez satelity. Na Zachodzie rozwiązanie to stosowano jeszcze w latach 60., a pod koniec kolejnej dekady istniały tam już sieci telewizji kablowych pozwalające na zbiorcze odbieranie przesyłanych z orbity kanałów np. mieszkańcom bloku czy osiedla.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej