Niemcy wkroczyli do niebronionego przez Sowietów Lwowa 30 czerwca 1941 r. nad ranem, a już 1 lipca na murach zawisło zarządzenie nowych okupantów o tym, że nazajutrz wszyscy mają się stawić w swoich miejscach pracy. Zgodnie z tym nakazem Kazimierz Bartel, profesor Politechniki Lwowskiej, rano poszedł pieszo na uczelnię. Godzinę później w jego willi przy ul. Herburtów pojawiło się dwóch czy trzech niemieckich oficerów, którzy zastali tylko jego córkę Cecylię. Najwyraźniej nie wiedzieli, gdzie i w jakim charakterze pracuje Bartel, więc zażądali, aby dziewczyna zawiozła ich na miejsce. Bartel siedział w swoim gabinecie z asystentami. Niemcy sprawdzili tożsamość, a następnie aresztowali profesora i przewieźli do więzienia przy ul. Pełczyńskiej, do niedawna mordowni NKWD. Córka natomiast wróciła do domu, w którym niebawem pojawili się kolejni Niemcy i zażądali, by wziąć rzeczy osobiste i się zabierać. Przerażona 19-latka zaczęła pakować co popadnie, gdy wróciła z zakupów profesorowa Maria Bartel. Zrozpaczone kobiety opuściły willę, którą zajęli oficerowie SS; przygarnęli je zaprzyjaźnieni profesorostwo Adam i Helena Grucowie.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej