W październiku 1608 r. przedstawiciele holenderskich Stanów Generalnych mieli rozpatrzyć dwa wnioski patentowe dotyczące urządzeń pozwalających "widzieć to, co jest daleko, jakby było blisko". Pierwszy złożył Hans Lippershey (1570-1619), niemiecki optyk osiadły w Middleburgu, stolicy Zelandii. Podczas zabawy soczewkami jego dzieci zauważyły, że jeśli jedną przyłoży się do oka, a drugą trzyma w wyprostowanej ręce, wieża miejscowego kościoła się przybliża. Lippershey osadził więc na jednym końcu tulei soczewkę wklęsłą, na drugim - wypukłą i uzyskał obraz kilkakrotnie przybliżony. Za nieoferowanie instrumentu obcym władcom chciał roczną pensję wypłacaną przez 30 lat.

Kilka tygodni później z podobną tubą zameldował się Jacob Metius (1572-1628), szlifierz szkła z Alkmaaru. Obaj zapewniali, że to oni wymyślił instrument.

Holenderscy posłowie uznali jednak, że skoro urządzenie jest tak proste, nie ma sensu go patentować. Mieli rację - podobne instrumenty można było kupić w całej Europie już wiosną 1609 r. Ostatecznie Metius dostał nagrodę pieniężną, a Lippershey - zlecenie na kilka lunetek dla rządu.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej