Córko, padnijmy na kolana i podziękujmy Bogu! - krzyczał Stanisław Leszczyński, były król Polski, wbiegając do pokoju, w którym jego żona Katarzyna i córka Maria właśnie haftowały.

- Czy wzywają cię z powrotem na tron, ojcze? - spytała Maria.

- Nie, niebo zsyła nam o wiele więcej: zostaniesz królową Francji! - odparł rozentuzjazmowany ojciec.

Euforia była zrozumiała, bo wydawało się, że Maria nie ma szans na poślubienie monarchy. Był rok 1725, piętnastoletni wówczas Ludwik XV potrzebował żony, która jak najszybciej urodzi mu potomka.
Pozostało 97% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej