Płaskie dno naszej barki osiadło na francuskim brzegu. Bosman obniżył rampę dziobową i pomiędzy groteskowymi żelaznymi prętami wystającymi nad poziom wody zobaczyłem cienką linię lądu, nad którą unosił się dym - to była nasza Europa, nasza plaża "Easy Red" [fragment plaży o kryptonimie "Omaha" będącej jednym z pięciu odcinków brzegowych wyznaczonych do lądowania aliantów w Normandii]. Mężczyźni przedzierali się przez wodę, zanurzeni po pas, z karabinami gotowymi do strzału (...), a ja stałem na tyłach trapu gotowy do zrobienia pierwszego zdjęcia z inwazji. Ale bosman, który ze zrozumiałych przyczyn chciał, żebyśmy jak najszybciej wynieśli się z barki, przez pomyłkę wziął tę sekundę, której potrzebowałem na zrobienie zdjęcia, za wahanie, i pomógł mi podjąć decyzję kopniakiem w tyłek. Woda była zimna, a brzeg oddalony o 100 jardów. Kule dziurawiły wodę, gdy zmierzałem do pierwszej stalowej przeszkody - wspominał Capa w autobiografii zatytułowanej "Slightly Out of Focus".
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej