ROZMOWA Z PROFESOR MAŁGORZATĄ DĄBROWSKĄ*

BEATA JANOWSKA: Każdy, kto przyjedzie do Stambułu, wcześniej czy później trafi na centralny deptak, skromną pozostałość po dawnym hipodromie. Trudno dziś wyobrazić sobie ogrom tego miejsca służącego wyłącznie rozrywce mieszkańców.

PROFESOR MAŁGORZATA DĄBROWSKA: Główny zrąb Konstantynopola uformował cesarz Konstantyn Wielki (306-337), który w 330 r. uczynił zeń stolicę imperium rzymskiego. Na cześć cesarza starą grecką nazwę tej ważnej metropolii handlowej zmieniono z Bizancjum na Konstantinopolis. Kariera miasta rozwijała się szybko: w 395 r. stało się ono stolicą wschodniej części imperium, a po upadku Rzymu w 476 r. - stolicą jedyną. Sławę tamtejszego hipodromu można porównać do rzymskiego Circus Maximus, gdzie odbywały się wyścigi rydwanów. Można sobie wyobrazić tę wielką przestrzeń otoczoną szalejącą publicznością. W epoce Justyniana I Wielkiego (lata panowania 527-565) istniały dwa konkurujące ze sobą ugrupowania kibiców: Zielonych i Błękitnych, które możemy porównać do dzisiejszych wielkich i bogatych klubów piłkarskich. Utrzymanie stajni, dobór i tresura koni, koszty rydwanów, opłacanie woźniców - wszystko to wymagało dużych pieniędzy. Gonitwy stawały się wielkimi wydarzeniami, na trybunach prowadzono zakłady, co dodatkowo podgrzewało atmosferę.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej