Najmrodzki nie znosił przezwiska "Saszłyk", które w prasowych publikacjach o nim odmieniano przez wszystkie przypadki. - Nie jestem żadnym "Saszłykiem"! - krzyczał zdenerwowany, gdy o tę ksywkę zapytał go Piotr Niemczyk, działacz ruchu Wolność i Pokój, który w 1986 r. trafił z nim do jednej celi aresztu przy ul. Rakowieckiej.

Szaszłyk, uważany w PRL-u za wykwintną potrawę, w hotelowych restauracjach Orbisu serwowano zwykle z ryżem pilaw gotowanym z papryką. Przezwisko wzięło się stąd, że Najmrodzki z powodu lekkiej wady wymowy mówił na to danie "saszłyk".
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej