Najmrodzki nie znosił przezwiska "Saszłyk", które w prasowych publikacjach o nim odmieniano przez wszystkie przypadki. - Nie jestem żadnym "Saszłykiem"! - krzyczał zdenerwowany, gdy o tę ksywkę zapytał go Piotr Niemczyk, działacz ruchu Wolność i Pokój, który w 1986 r. trafił z nim do jednej celi aresztu przy ul. Rakowieckiej.

Szaszłyk, uważany w PRL-u za wykwintną potrawę, w hotelowych restauracjach Orbisu serwowano zwykle z ryżem pilaw gotowanym z papryką. Przezwisko wzięło się stąd, że Najmrodzki z powodu lekkiej wady wymowy mówił na to danie "saszłyk".

Telewizja lat 80. starała się go ośmieszyć, prezenterzy "Dziennika Telewizyjnego" podkreślali, że jest niepiśmienny. Pułkownik Milicji Obywatelskiej Jan Płócienniczak, który jako pierwszy prowadził program "997", przekonywał, że w półświatku nazywają Najmrodzkiego "śmieciarzem", bo kradnie wszystko, co wpadnie mu w ręce. Było inaczej - zabierał tylko towary uważane wtedy za ekskluzywne. O tym, że nie był zwykłym kryminalistą, może świadczyć to, że jego akta, a właściwie to, co z nich zostało, znajdują się dziś w zbiorach krakowskiego IPN.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej