Żeby na ondulacji zarobić wielkie pieniądze, potrzebny był pomysł. Dowodzi tego kariera paryskiego fryzjera Marcela Grateau (1852-1936), który zaczynał w małym saloniku, a umarł jako milioner, właściciel zamku w Normandii i 500 akrów (ok. 200 ha) ziemi. Do historii fryzjerstwa weszły wymyślone przez niego fale - tzw. ondulacja marcelowska - modne przez niemal 60 lat. Wyciskał je za pomocą specjalnego żelazka będącego prototypem współczesnej lokówki.

Grateau zaczynał w latach 70. XIX w. w małym zakładzie fryzjerskim w paryskiej dzielnicy Montmartre wśród niezamożnej klienteli. Aby doskonalić swój pomysł na nową fryzurę, potrzebował ochotniczek, więc czesał je za darmo, także prostytutki. Wiele lat później za wizytę żądał 500 franków, podczas gdy konkurenci 10-20.

To dzięki niemu rozwinął się zawód fryzjera - przed wystawą światową 1889 r. w Paryżu działało dziesięć salonów, 20 lat później - blisko 300. Fryzjerstwo stało się dobrze opłacanym i poważanym fachem. Mistrzowie grzebienia pracowali w surdutach i we frakach.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej