W opublikowanych w 1888 r. wspomnieniach z podróży po dawnych Prusach Królewskich hrabia Stanisław Tarnowski (1837-1917) napomknął o dziwnym zwyczaju, z jakim spotykał się, zwiedzając gdański Dwór Artusa. Przewodnicy prosili turystów, by zbliżyli się do ogromnego pieca wykonanego w 1545 r. przez Georga Stelznera, w czym krył się dowcipny fortel.

Nieszczęśliwego turystę prowadzą do tego pieca i każą mu próbować, czy go potrafi objąć rękami, a kiedy ręce, jak mógł najbardziej wyciągnął, tak że twarzą oparł się na kaflach, pokazuje się, że usta wypadają mu właśnie na jakąś wypukłą figurkę, która nie stoi przodem do publiczności - opisywał Tarnowski.

Obejmujący piec zwiedzający zmuszony był do pocałowania rzeźby przedstawiającej jegomościa z opuszczonymi portkami, który do gołych pośladków przystawia sobie okrągłą misę (albo wypolerowane zwierciadło). Wycieczki...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.