ADAM LESZCZYŃSKI: Niedawno minister Witold Waszczykowski mówił "Bildowi", że rząd chce walczyć z ideą "nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii". Został wyśmiany, ale przecież nie powiedział nic nowego. W języku rządzących wszystko, co nie jest narodowe i prawicowe, to "lewactwo". Idee otwartości, równości i świeckiego państwa to według nich wartości importowane i wrogie polskiej tradycji. To prawda?

PROF. ANDRZEJ MENCWEL*: Ależ skąd! Wartości, które pan przywołuje, stanowią istotny składnik naszej tradycji. Minister mówi tak, jakby nigdy nie słyszał o dziedzictwie Polski lewicowej i demokratycznej. W takich mniemaniach nie mieszczą się zapewne ojciec polskiej demokracji Tadeusz Kościuszko, twórcy Towarzystwa Demokratycznego Polskiego z Joachimem Lelewelem, Edward Dembowski, nawet pewnie ksiądz Piotr Ściegienny, przy którego grobie spotykali się lubelscy solidarnościowcy z lat 80., a "Trybunę Ludów" Adama Mickiewicza myli się z "Trybuną Ludu". Cała ta tradycja naprawdę tworzyła się w procesie rozwiązywania podstawowych problemów naszych dziejów nowoczesnych - społecznego przekształcenia narodu i odzyskania niepodległości państwowej. Najpierw chodziło o odwiecznie zniewolonych chłopów, pod koniec XIX w. również o wyzyskiwanych robotników.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej