W reklamie hagiograficznej powieści "Legion" Elżbiety Cherezińskiej o Brygadzie Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych czytamy: Mieli być wyklęci. Okazali się zwycięscy. Walcząc z Sowietami i Niemcami, dawali dowody, że państwo polskie trwa - karze przestępców, likwiduje zdrajców, chroni ludność i przygotowuje kadry dla niepodległego kraju. Byli solą tej ziemi, wyrośli w polskich lasach - liczyli tylko na siebie. Nie mieli broni ani z Londynu, ani z Moskwy. Ich jedynym orężem była odwaga.

To główne elementy złotej legendy żołnierzy NSZ i Brygady Świętokrzyskiej, według której byli rycerzami bez skazy walczącymi jednocześnie z III Rzeszą i ZSRR, chroniąc bezbronnych cywilów i stojąc na straży niepodległego państwa. Zgodnie z tym mitem NSZ przewyższał organizacje tworzące Polskie Państwo Podziemne oraz Armię Krajową starającą się unikać walk z komunistami. Artykuły o Brygadzie Świętokrzyskiej często noszą tytuły w stylu "Jedyni sprawiedliwi" czy "Najbardziej wyklęci z wyklętych". Wielu młodych ludzi zakłada T-shirty z napisem "NSZ - chwała bohaterom" i emblematem Brygady, która dla części Polaków stała się symbolem heroicznego patriotyzmu i ucieleśnieniem tego, co najlepsze w tradycji prawicy. W wielu głowach zadomowiła się fraza: "Bohaterowie z AK i NSZ", zrównująca na poziomie semantycznym obie organizacje. W oparciu o mity przeszłości rozmaite ruchy społeczno-polityczne budują tożsamość grupową oraz wspólnotę wartości. To rzecz normalna. Źle się jednak dzieje, gdy mit opiera się na wyobrażeniach oderwanych od faktów, a tak właśnie jest w przypadku Brygady Świętokrzyskiej.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej